logo miasta - trzy kolorowe spichrze
Translate:

Legenda Astorii z Medalem Prezydenta Bydgoszczy




W czwartek (29.10) w ratuszu były koszykarz, a obecnie trener Enea Łaciate Astorii odebrał z rąk Rafała Bruskiego Medal Prezydenta Miasta Bydgoszczy. W uroczystości uczestniczyli Wojewoda Kujawsko Pomorski Michał Sztybel i prezes Astorii Bartłomiej Dzedzej.


- Jest mi niezmiernie miło wręczać Medal Prezydenta Miasta takiej osobowości. Jest Pan dla Astorii i Bydgoszczy osobą niezwykle zasłużoną - mówił Prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski.
Urodzony w Bydgoszczy Grzegorz Skiba swoją przygodę z koszykówką rozpoczynał właśnie w Astorii. Był jednym z filarów drużyny, która w 1985 roku wywalczyła mistrzostwo Polski kadetów, a dwa lata później sięgnęła po złoto w rywalizacji juniorów. Jako trener dwukrotnie wprowadzał bydgoski zespół do ekstraklasy. Obecnie pełni rolę asystenta szkoleniowca w zespole Enea Łaciate Astoria. Na początku października br. klub zdecydował się uhonorować swoją legendę. Koszulka z numerem 10 z którym grał Grzegorz Skiba trafiła pod dach Grupa Moderator Areny, a numer został zastrzeżony.
W czwartek (29.10) w ratuszu Grzegorz Skiba odebrał Medal Prezydenta Miasta Bydgoszczy. To nie jedyne wyróżnienie. Wojewoda Kujawsko-Pomorski Michał Sztybel wręczył legendzie Astorii replikę 100-dukatówki Zygmunta III Wazy. Z okazji 680. Urodzin Bydgoszczy Urząd Wojewódzki przygotował 680 sztuk monet inspirowanych oryginalną studukatówką jaka oficjalną monetę pamiątkową i symbol szczególnego wyróżnienia wręczanego osobom wyjątkowo zasłużonych dla regionu. 



Rozmowa z Grzegorzem Skibą

Podobno nie bardzo chciał Pan zostać koszykarzem?
Grzegorz Skiba: Czasy były takie, że najważniejsza była piłka nożna. Na podwórku graliśmy praktycznie tylko w piłkę. Każdy chciał być Grzegorzem Lato, Kazimierzem Deyną, Andrzejem Szarmachem, czy Janem Domarskim. O koszykówce raczej nie myślał.

A jednak trafił Pan do koszykówki?
- Czasami w życiu o naszych losach decyduje przypadek. Lekarze wykryli u mnie skrzywienie kręgosłupa i zalecili basen. Moja mama zaprowadziła mnie do Pałacu Młodzieży. By jednak korzystać tam z basenu trzeba było należeć do jakiejś sekcji, czy kółka. Do kółka teatralnego, czy muzycznego raczej mnie nie ciągnęło, a jedyną sportową sekcją była minikoszykówka.

A jak znalazł się Pan w Astorii?
- Pałac Młodzieży współpracował wtedy z Astorią. Poza tym trafiłem do klasy sportowej w SP nr 47. W siódmej klasie szkoły podstawowej rozpocząłem już na dobre treningi na Astorii. Trenerami byli wtedy Jerzy Nowakowski, Maciej Borkowski, Ryszard Mogiełka, Roman Zamiara, czy Maciej Mackiewicz. Trzeba przyznać, że zbudowali świetną piramidę szkoleniową.

I na efekty nie trzeba było długo czekać?
- Udało się zebrać naprawdę bardzo dobrze zgraną grupę młodych chłopaków. Zaczęła się złota era młodzieżowej koszykówki na Astorii. Zdobyliśmy mistrzostwa Polski w kategorii kadetów i juniorów. Potem większość z nas trafiła do seniorów i praktycznie bydgoskim składem po raz pierwszy w historii awansowaliśmy do ekstraklasy.

W bogatej karierze brakuje tylko seniorskiego złota?
- Na początku lat 90-tych XX wieku trafiłem do Nobilesu. We Włocławku rodziła się wtedy wielka koszykówka, która trwa do dziś. Dwa razy byliśmy wicemistrzami Polski, był też brąz. Ale rzeczywiście złota zabrakło. Chociaż w 2009 roku razem z kolegami zdobyłem złoto Mistrzostw Świata Weteranów w Pradze. A wracając do ligi, wiadomo, że jako zawodnik już go nie zdobędę, ale jako trener, czy asystent, kto wie.

Z Astorią?
- To byłoby spełnienie marzeń. Świętować mistrzostwo Polski z Astorią. 

Na razie spadają na Pana inne laury. Zastrzeżony numer w hali, a teraz Medal Prezydenta Miasta Bydgoszczy.
- To wszystko jest bardzo miłe. Być docenianym za swoje osiągnięcia, to naprawdę wielka radość i honor. Chociaż do pełnego szczęścia brakuje kilku punktów, które zgubiliśmy w lidze.

Teraz rodzinne tradycje kontynuuje syn Adam, który obecnie reprezentuje barwy klubu z Inowrocławia.
- Na bieżąco śledzę jego wyniki. Przed nim trochę pracy, szczególnie jeśli chodzi o rzuty, ale najważniejsze, że nie brakuje mu ambicji i ogromnej chęci walki. Można powiedzieć, że ma to po tacie.